List na dzień 14 marca 2026,

w rocznicę urodzin ojca Leona Dehona

 

Do członków Zgromadzenia

Do wszystkich członków Rodziny Sercańskiej

 

Znane powiedzenie mówi: „kto przyjaciela znalazł, skarb znalazł” (Syr 6,14). W tych dniach, gdy z wdzięcznością wspominamy kolejną rocznicę urodzin Czcigodnego Ojca Leona Dehona, pomiędzy wieloma darami, które pozostawił nam w swoim ludzkim i duchowym dziedzictwie, dostrzegamy wartość przyjaźni w jego życiu. Zawsze ją pielęgnował – zarówno przyjaźń z Panem, jak i z ludźmi swojej epoki: „Bracia i przyjaciele Jezusa, synowie i przyjaciele Boga, naszego Ojca – oto nasze piękne powołanie1”.

Jego obfita korespondencja potwierdza bowiem, że miał dobrych przyjaciół. Wśród nich byli duchowni, osoby konsekrowane i świeccy. Dzięki bliskości i wzajemnej życzliwości odegrali oni ważną rolę w historii powołania i misji ojca Dehona. Jednym z nich był Léon Harmel, z którym nasz Założyciel dzielił różne wymiary swej troski społecznej2.

Przy pewnej okazji ojciec Dehon powierzył L. Harmelowi list skierowany dla papieża Leona XIII. List ten jest datowany na 14 marca 1895 r3. W kilku zdaniach Założyciel przedstawia w nim swój Instytut, który wówczas istniał od nieco ponad szesnastu lat. Na podstawie już przebytej drogi Założyciel ukazuje cel Zgromadzenia jako „przyczynianie się do urzeczywistniania w świecie królestwa Najświętszego Serca Jezusowego”. Wyjaśnił także papieżowi główne środki prowadzące do tego celu, a mianowicie „życie pobożne we wspólnocie i oddawanie się zwyczajnym praktykom życia zakonnego4”. Nasza Reguła Życia wyraża to w następujący sposób:

Profesja rad ewangelicznych przeżywana we wspólnocie

jest pierwszym wyrazem naszego życia apostolskiego:

świadczy ona o obecności Chrystusa

i zwiastuje nadejście królestwa Bożego. (Konst 60)

 

Z tej pierwszej dyspozycji rodzi się apostolat w duchu miłości i wynagrodzenia. Jak pisał do papieża o. Założyciel, ma on swój początek w adoracji eucharystycznej, „źródle łask dla Zgromadzenia i dla wszystkich jego dzieł5.” To z kolei, słowami naszej Reguły Życia, można wyrazić w następujący sposób:

Przez sprawowanie Eucharystii zjednoczeni z całym Kościołem

we "wspomnieniu" i w obecności Chrystusa przyjmujemy Tego,

który sprawia, że żyjemy razem, który poświęca nas Bogu

i który nieustannie posyła nas na drogi świata w służbie Ewangelii. (Konst. 82)

 

W ten sposób, gdy życie i misja zakonnika są skupione na ofierze Jezusa złożonej Ojcu za całą ludzkość, ojciec Dehon daje do zrozumienia, że życie zostaje przeniknięte „duchem miłości i współczucia”, który umożliwia dar z siebie i troskę o innych, a w sposób szczególny o „dzieła społeczne i robotnicze oraz misje, zarówno w kraju, jak i za granicą”.

Pomimo skromnych środków, w chwili gdy ojciec Dehon zwracał się do papieża, Zgromadzenie było już obecne w świecie przemysłowym (Val-des-Bois) oraz prowadziło działalność edukacyjną i społeczną w Saint-Quentin (Francja), w Ekwadorze i w północnej Brazylii. Już wtedy zastanawiano się także nad sposobami towarzyszenia emigrantom. Tymczasem domy formacyjne dla młodszych członków w Europie troszczyły się o przygotowanie „misjonarzy i apostołów robotników”. Wszystko to, czym ojciec Założyciel pragnął podzielić się z papieżem, znajduje w pewien sposób podsumowanie w naszej Regule Życia w następującym sformułowaniu:

Za Jego wzorem powinniśmy żyć w skutecznej solidarności z ludźmi.

Wrażliwi na to, co w obecnym świecie jest przeszkodą dla miłości Chrystusa,

świadczymy, że ludzkie wysiłki, aby osiągnąć pełnię Królestwa,

należy nieustannie oczyszczać i przemieniać

przez krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa. (Konst. 29)

 

Aby mogło się to dokonać, ojciec Dehon uczy nas swoim świadectwem, że wymaga to wytrwałej i stałej pracy zespołowej. W rzeczywistości „lwy” wspomniane w tytule listu – to konkretne postacie (papież, Harmel i Dehon6), które żyły w solidnej i owocnej komunii, choć nie bez trudności i nieporozumień. Każdy z nich, zgodnie ze swoim powołaniem i odpowiedzialnością, jako osoba konsekrowana lub świecka, dzielił tę samą pasję: miłość do Ewangelii i do godności człowieka.

Nie byli oni jednak jedynymi „lwami” w historii. Jest ich więcej. O wiele więcej – i niestety zbyt często są to lwy innego rodzaju. Na pewno ich znasz. Są jak ci, których psalmista opisuje pośród swojego utrapienia:

Pośrodku lwów spoczywam, co pożerają synów ludzkich.

Ich zęby to włócznie i strzały, a język ich niby miecz ostry. (Ps 57,5)

 

Również prorok Ezechiel rozpoznawał ich, wskazując na władcę, który wypaczył swoją odpowiedzialność wobec własnego ludu:

Biegało lwiątko pomiędzy lwami i stało się młodym lwem,

nauczyło się porywać zdobycz, pożerało ludzi.

Napadało na ich pałace, niszczyło ich miasta.

Kraj i to, co go napełnia, ulegał przerażeniu na głos jego ryku. (Ez 19,6-7)

 

Nie przestajemy odczuwać zdumienia i rosnącego bólu z powodu tylu krwiożerczych lwów w naszych czasach. Gdy wydawało się nam – czy może się łudziliśmy? – że umacniają się siła słowa, dialog i wzajemne zrozumienie, tysiące twarzy, łez i ran budzą nas tymczasem w obliczu okrucieństwa, nienawiści i zemsty, ukrytych w dronach i rakietach, które nie znają granic. Rośnie egoizm i ręce zaciskają się, aby uderzyć. Milkną głosy i rozlegają się syreny.

W tym czasie Jubileuszu sercańskiego, gdy zostaliśmy wezwani do odnowy od wewnątrz w świetle naszego charyzmatu, przynajmniej nie zmyślajmy nowych lwów, jak czynił to ów leniwy człowiek, usprawiedliwiając swoją obojętność: „Leniwy mówi: «Lew jest na drodze: zginę na środku ulicy»” (Prz 22,13), skoro dziś na horyzoncie dróg, po których się poruszamy, naprawdę są dzikie bestie. Rozpoznajcie je, nazwijcie po imieniu, bo nadal ranią życie na wiele sposobów. Były już i w czasach Leona XIII, L. Harmela i Leona Dehona. Jednak żaden z nich ich nie ignorował; przeciwnie, stawiali im czoła najlepiej jak potrafili.

Niech pamięć o tych dobrych przyjaciołach, zakorzenionych w Sercu, które nas powołuje i które chce nas także jako swoich przyjaciół, a nie jako sługi (por. J 15,15), umacnia nas w podtrzymywaniu żywej i skutecznej nadziei oraz zaangażowania wobec naszych braci i sióstr cierpiących tak wiele rozdarć. Dla nich, dla nas i dla powołań, które Bóg zechce wzbudzić pośród swego ludu, niech wzrasta pragnienie, aby pozwolić się prowadzić Temu, który stał się sługą wszystkich:

Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą,

cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. (Iz 11,6)

 

W Sercu, które nas jednoczy

 

o. Carlos Luis Suárez Codorniú SCJ

Przełożony Generalny

ze swoją Radą

 

 

__________________________________

1 «Frères et amis de Jésus, fils et amis de Dieu notre Père, telle est notre belle vocation». Léon Dehon, La vie

intérieure, Bruxelles 1919 (VES 180). https://www.dehondocsoriginals.org/pubblicati/OSP/VES/OSP-VES

0005-0002-8060502?ch=180
2 https://www.dehoniani.org/es/una-biografia-de-leon-harmel-un-companero-de-camino-del-p-dehon/
3 1LD 65900 https://www.dehondocsoriginals.org/pubblicati/COR/1LD/1895/COR-1LD-1895-0314-0065900

4 «En vivant pieusement en communauté et en se livrant aux exercices ordinaires de la vie religieuse». 1LD 65900, 1. https://dehondocsoriginals.org/pdf/COR-1LD-1895-0314-0065900.pdf
5 «source de grâces pour la congrégation et pour toutes ses œuvres». 1LD 65900, 1. https://dehondocsoriginals.org/pdf/COR-1LD-1895-0314-0065900.pdf

6 W językach romańskich imię Leon i lew to jedno i to samo słowo. Przyp. tłum.