W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”. Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca». [Łk 15,1-10]

 

Ta zagubiona owca to metafora każdego z nas w chwilach, gdy oddalamy się od Boga. Owca rzadko ucieka z krzykiem buntu. Zazwyczaj gubi się przez nieuwagę. Skubie trawę – tu kępkę, tam kępkę, podąża za tym, co w danej chwili wydaje się atrakcyjne, aż nagle podnosi głowę i dostrzega, że jest sama. Zapada zmrok, wokół słychać wycie wilków, a ona nie wie, jak wrócić.

Czyż to nie przypomina naszego życia? Często nie planujemy spektakularnego odejścia od Boga. Po prostu dajemy się pochłonąć codzienności, drobnym kompromisom i pogoni za tym, co doczesne, aż budzimy się w ciemności grzechu, z poczuciem ogromnej samotności i bezradności.

ks. Artur Makara SCJ